Trudy sezonu widać po frekwencji. Dziś do rywalizacji wystawiliśmy sześciu zawodników. Powiedzieć, że margines błędu był znikomy, to jakby nic nie powiedzieć. Sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej po szybkiej kontuzji Ryby – zdrowia!
Było ciężko, ale daliśmy radę. O ile pierwsza kwarta była wyrównana, to w drugiej odskoczyliśmy rywalom na kilkanaście oczek. W tej części spotkania działały nasze działa trzypunktowe. Razem z Kurasem usadowiliśmy się w trybie „eko” za linią 3 pkt i wypatrywaliśmy okazji. No i do obrony było bliżej. 🙂
Cycu i Miłosz brylowali w kontrach i obronie. Nie mam dostępu do statystyk na chwilę pisania podsumowania, ale to był udany występ tego duetu. Miłosz, gdyby trafiał osobiste :), mógłby zaliczyć prawdopodobnie swój najlepszy wynik punktowy w sezonie.
Funny dla wtajemniczonych 🙂

Po zmianie koszy nie było już tak kolorowo. Bytów chwilami skutecznie naciskał na całym boisku, odrabiając straty. Jednak za każdym razem, gdy zbliżali się na 4–6 pkt, odpalaliśmy rezerwy i dorzucaliśmy cenne punkty. Do rezerw sięgaliśmy bardzo głęboko – nawet kontuzjowany Ryba pojawiał się w ostatnich kwartach na parkiecie.
Staraliśmy się kontrolować spotkanie, rozsądnie zarządzając nikłymi zasobami i wypracowaną przewagą. To przyniosło nam dzisiaj wygraną, pomimo bardzo dobrej trzeciej i czwartej kwarty Bytowa. Wygrywamy spotkanie prawdopodobnie 65:57.
Tu zamieszczę protokół meczowy, jak tylko się pojawi.
Kolejny i zarazem ostatni mecz sezonu gramy 27.04 – zapraszam! Później już tylko play-offy.
Mecz okiem Alicji
